|
|
Blog > Komentarze do wpisu
O tym jak to było w te Święta.
Z jednodniowym opóźnieniem, po przebudzeniu przez Otwartą, opowiadam:
Świąteczna atmosfera zawitała do mojego domu bardzo wcześnie, już w sobotę przed Andrzejkami. W wolny od pracy poranek starszy syn wykradł świeżo przebudzonego młodszego syna z naszego łóżka tak, że zanim dotarło do nas, że się obudził, ponownie wchłonął nas błogi, beztroski, poranny, odlotowy sen. Po przebudzeniu, zaniepokojona podejrzaną ciszą zeszłam do kuchni, w której chłopcy byli pochłonięci misją. Starszy zmuszony zadaniem domowym z plastyki zrobił masę solną i wszystko kipiało w wyprodukowanych gwiazdkach i w zaangażowaniu Małego i Młodego. Od tego poranku czuliśmy, że nadchodzą święta. ![]() Oprócz nieskończonej ilości gwiazdek i dwóch bałwanów, wyprodukowanych przez Młodego, w piekarniku suszyła się seria "pisiorków". Małemu tylko takie ozdoby udawały się najlepiej. I sprawiały olbrzymią radość, tym większą im bardziej starszy brat śmiał się po wykulaniu każdego egzemplarza. Nawet mu nie próbowałam tłumaczyć, że wyprodukowane przez niego repliki męskich genitaliów, nie koniecznie kojarzą się ze świętami. Jeszcze ma czas na to, by to zrozumieć :) Moją radością był ich śmiech. Pomysł starszego syna i zorganizowanie wszystkim przyjemnego sobotniego poranka. W Andrzejki oczywiście polaliśmy wosk. Wieczorem. Mały był już zmęczony i nie miał ochoty na zabawę do momentu ogladania cieni na ścianie. Cienie go intrygują, do końca nie może zrozumieć jak, dlaczego i kiedy się pojawiają. ![]() Dlaczego piszę o pogańskim laniu wosku między wspomnieniami o Świętach Bożego Narodzenia? Chodzi mi o magię długich listopadowych wieczorów. Magię, którą sobie stworzymy sami albo sami pozamykamy się każdy w swoim pokoju. Magię, która bez radości i iskry w oku dzieciaków nie istniałaby. Dopóki mogę cieszę się każdą sytuacją, w której mogę usłyszeć szczery śmiech dziecka - praktycznie z niczego ( chociaż przyznaję się: strasznie nie chciało mi się brudzić naczynia na wosk, ten bałagan i zlew zapchałam tym woskiem i mąż się na mnie wkurzył.... taka druga strona medalu, żeby za pięknie nie było :))) Każdego roku, cztery tygodnie przed świętami na stole pojawia się wieniec adwentowy. Co niedzielę zapalamy o jedną świeczkę więcej. Kiedyś robiłam wieniec z żywych gałązek. Obecnie cierpię na nieustające poczucie niewyrabiania się, nie załatwiam spraw tak, jak bym chciała. Kiedyś zrobienie wieńca było dla mnie przyjemnością. Starałam się. Drobne sprawy dawały mi radość. Od jakiegoś czasu wykonuję czynności, żeby podtrzymać tamten dawniejszy stan - uciekło ode mnie zaangażowanie. Gdzieś sobie poszło. ![]() Mikołaj. Dzieci nie potrafią zrozumieć kim jest Mikołaj a kim Gwiazdor. Myli im się, który jest tym lepszym i łagodniejszym, a który tym groźniejszym ale hojniejszym. U mnie w domu Mikołaj przynosił prezenty do sumiennie wypastowanych butów, postawionych na parapecie. Najczęściej były to słodycze. Mikołaja nigdy się nie widziało, był tajemnicą. Za to Gwiazdor był zawsze hojniejszy ale i wymagający. Rozliczał wszystkich po kolei za to jak przeżyli mijający rok. ![]() W tym moim, prawdziwie i od początku moim domu staram się by było tak samo jak w tym pierwszym moim domu :) Prezenty nie zmieściły się do butów. Wyłożyłam je na obrusie pod butami :) Mały nas rozbawił, na widok wyłożonych na podłodze słodyczy wykrzyknął: " Mikołaj zrobił nam piknik ! " W tym roku wypadło nam spędzić święta poza domem. Co wcale nie zwolniło mnie z obowiązku przygotowania co niektórych potraw. Bo kto to widział zwalić się komuś z pustymi rękoma na chatę i liczyć na to, że ktoś będzie koło nas biegał. No tak to w naszej Rodzinie nigdy nie było. Wigilia i I Dzień Świąt była w Poznaniu u najmłodszej siostry. W tym roku ona rządziła :) Przydzieliła mi do upieczenia makowce ( między innymi :) No i niech ktoś mi powie dlaczego mi nie wyszły?! Zapowiadały się normalnie: ![]() A po upieczeniu zrobiły się puste w środku i kruszyły się przy krojeniu ! Stół Wigilijny u siostry zdobiły moje białe imieninowe tulipany :))) No wzruszyłam się - cały pęk ich był - tu na zdjęciu są tylko trzy :) ![]() Gwiazdor. Tak jak mówiłam. Po Wigilii przychodzi z wielkim workiem prezentów. Ale nic za darmo. Dziadek musi opowiedzieć czy Babcia była grzeczna a Babcia czy Dziadek i tak wszystkie pary po kolei, które przysięgały sobie, że na dobre i na złe.... Dzieci śpiewają, mówią wierszyki, opowiadają o ocenach. Starsze dzieciaki jak się podśmiechują z całej ceremonii to Gwiazdor przywołuje je do porządku laską, którą niby się podpiera, ale wiadomo po co ją ma :) ![]() Święta to ten czas kiedy Rodzina jest razem. Tak musi być. Dzieci cieszą się z tego najbardziej :) ![]() W tym roku górowały na choince aniołki, nawet zrobione z makaronu: ![]() ![]() ![]() Tak wyglądały u mnie Święta 2008 - Otwarta :) poniedziałek, 05 stycznia 2009, zabarwienie
Komentarze
2009/01/05 18:23:57
Alex;
Lukrować mogę makowce. Od lukrowania życiorysów robi się mdło, nie warto :) Ciekawe czy Alexa wyprowadza z równowagi zatkany woskiem zlew? 2009/01/05 22:35:55
To zależy od chwili, ale raczej popatrzyłbym i powiedział coś w takim stylu, że jak ktoś nie ma siły myśleć, to wosk do zlewu wylewa. Potem bym podziamgolił i odetkał, żeby było widać bez kogo w tym domu nie można się obejść. No nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej niż się wkurzyć? ;)
2009/01/05 23:17:00
Alex;
Właśnie o takie wkurzenie mi chodziło. Identycznie zareagowała osoba bez, której nasz dom nie może się obejść :) (Tego wosku było tylko troszeczkę :) Przecież nie wylałam żywo rozgrzanego wosku do zlewu. Wylałam gorącą wodę z garnka po wosku. Wystarczyło :) 2009/01/12 21:58:48
Już jestem :).
Pięknym wpisem zaprzeczyłaś wszelkim malkontentom, co to nienawidzą, gdy Święta i ich atmosfera zaczyna się w listopadzie. I tu się z Tobą zgadzam - bo andrzejkowo-całogrudniowe przygotowania są fajne, przedłużają coś, co trwałoby zaledwie dzień, dwa. A zakupy SĄ przyjemnością, rwetes związany z ubieraniem choinki też, burdel z mąką na podłodze jest do zniesienia. Robienie ozdób jest niepowtarzalne - zwłaszcza, jak są dzieciaki wokół. A atmosfery rodzinnej nic nie zastąpi - powiedziała Otwarta, która zawsze na Święta chciała do domu :) Uwielbiam takie wpisy, wiesz? Takie podglądanie, jak żyjesz, co Cię otacza. Jakieś skrawki, przedmioty, jakieś coś, co jest Twoje. Nie zanika od tego nasza anonimowośc, ale cieszy mnie, że masz skórę. I krew. Dziękuję :* :) 2009/01/12 22:00:48
PS. Słuchaj no kochana, placek drożdżowy, co? Przydałby mi się przepis na sprawdzony placek plus kilka zdjęc. Rozumiesz, nie? Na blogu :)
Dziekuję na zapas. Hehehe :)) 2009/01/14 20:16:25
A dzieci nie plakaly? Bo normalnie to placza jak widza tego brodatego w czerwonym kozuchu! Chyba, ze tylko w mojej rodzinie ;) i to glownie ja. Kiedys.
Z wosku mi Australia wyszla (no jak w morde szczelil i wszyscy to przyznali), czy to znaczy, ze nastepne Swieta na antypodach? W bikini i pod palma - jakiez to abstrakcyjne. A ten brodaty to jakby mial tam dotrzec, toz mu by sie renifery zgrzaly?!? Specjalnie nie uzylam imion, bo troche mi sie juz tu pokrecilo wszystko - Mikolaj to ja rozumiem, ale u mnie to on mieszal palce i w tej 6-to grudniowej historii z butami i podrzucal prezenty pod choinke. A Gwiazdor to gdzie bywa? [tzn. wiem kto zacz ten Gwiazdor gosc, ale nie wiem ktore jego regiony]. W tym roku czesc prezentow dostalam w Wigilie. A czesc w Christmas Day. Jeszcze inne przez internet. Oplatek byl przywieziony z Polski. A grzyby do kapusty ususzyla moja mama. A dzien pozniej mieso bylo roasted. I chcialam do domu bardzo bardzo, ale z drugiej strony takie inne swieta mialy swoj (swiateczny) urok :) Pozdrawiam poswiatecznie i noworocznie! :) 2009/01/16 14:52:40
Otwarta;
Nie odpisuję tak długo - bo ja z Tobą nie potrafię rozmawiać tak w dwóch zdaniach :) No nie i już. A czasowo nie mam jak się rozwinąć, rozumiesz? I też dziękuję :) buzi,buzi - jak to robią znane blogerki :))) No to w pośpiechu podam przepis na placek drożdżowy, który mi się udaje najlepiej. Składniki: - siostra rodzona zza ściany, znaczy się sąsiadka - 1 szt - telefon, tzn aparat telefoniczny - 1 szt Czynności: - wykręcić numer i od razu słownie zamieszać a potem ze spokojem się przyznać: te no weź no siocha upiecz tą drożdżówę co Cię mama nauczyła - bo mi się tak strasznie chce :) Tylko daj dużo kruszonki! Bo inaczej nie lubię! No i już. Tak mi najpyszniejsza drożdżówka wychodzi :) Bo jak robię z innych przepisów to mi coś nie wyrasta i taka puchna nie jest - jak to babcia mojej koleżanki mawiała :) A przepis na rogaliki drożdżowe nie może być? Bo mam sprawdzony, prosty i dobry - zawsze się udają :) 2009/01/16 15:05:30
Airams;
Nie, dzieci nie płakały - bo kiedyś to dopiero były dzieci :) teraz już takich fajnych nie ma :))) Teraz wszystko jest inne :)))) Kochana, Ty kupuj bikini - coś mnie do Australii ciągnie. Może to właśnie są te najbliższe święta BN. Tak, jasne - ja w sobotę wygrywam 17 mln pl zł. Wysłałam totka, a nigdy tego nie robię. To następna wigilia na plaży :) i niech ten brodaty się martwi sam o siebie - co zrobić, żeby na nasz widok się nie spocić :))) Przy świątecznych drinkach pod parasolką umówimy się kto kogo - tzn kto jest kim i który z 6.12 :)) żebyśmy się nie myliły :) Takie inne święta też mają urok - chciałabym - jestem ich ciekawa :) Również wszystkiego co najlepsze na ten 2009 rok - dla Ciebie Mario :) |
Lubię czytać, kiedy ktoś pisze jak było i nie omija niektórych szczegółów. Wiesz, że miło mi usłyszeć, że Twój mąż się wkurzył za zatkanie zlewu woskiem? Miło, nie dlatego, że jestem złośliwy, ale dlatego, że dzięki takim wzmiankom Twój opis świąt nie jest przesadnie lukrowany. Przecież nie jesteśmy doskonali, a jednak fajni, nie? :)